Święto naszej społeczności. Społeczności ostatnio coraz bardziej podzielonej.
Czytam dużo blogów o bardzo rozbieżnej tematyce, a hejterstwo, które zaczyna się szerzyć coraz bardziej w prawie każdej tematyce, mnie denerwuje. Komuś się udało, coś osiągnął, jest szczęśliwy - trzeba po nim pojechać. "W końcu innym nie może być lepiej niż mi." Skąd w ludziach aż tyle żółci, którą koniecznie muszą z siebie wylać? Czy nie lepiej żyłoby się nam wszystkim, gdyby odrzucić niekonstruktywną krytykę, zazdrość i myślenie jak dokopać 'konkurencji', a zamienić to na współpracę, wspólne działanie.
Cieszę się, że są jeszcze w blogosferze miejsca, gdzie ludziom się chce. Tworzą z pasją, zarażają nią innych, dzielą się swoją wiedzą i pokazują nam świat ich oczami.
Wkrótce pokażę kilka blogów, do których wracam z przyjemnością, do których zaglądam jak do starych przyjaciół, bo ciekawi mnie co się u nich dzieje.
Wszystkim tym ludziom dziękuję za to, że są i dają mi miejsca w sieci, gdzie mogę poczuć się naprawdę dobrze.

Zauważyłam rosnącą tendencję do tworzenia różnego rodzaju list z postanowieniami. Niektóre są bardzo ogólne, inne szczegółowo określają kroki do osiągnięcia postanowionego celu i czas w jakim mają ostatecznie zostać zrealizowane.
Jestem mistrzynią stawiania sobie celów i porzucania ich w połowie realizacji. Nieważne jakiego są kalibru. Łatwiej mi jednak doprowadzić sprawę do końca, kiedy komuś o tym powiem. Mój motywator wypływa z durnego charakteru - jak już coś robię, to zrobić to najlepiej jak się da i nie zbłaźnić się. Skoro każde słowo, które opublikujemy w internecie zostaje tam na zawsze, to w przyszłości może znaleźć się ktoś, kto to przeczyta i wypomni, że czegoś nie dotrzymaliśmy.
Postanowiłam stworzyć sobie listę celów do realizacji na wrzesień i podzielić się nią na blogu. W miarę postępów będę informowała o tym w tej notce.
Już dziś zaczęłam realizować jeden punkt, ale o tym napiszę jutro.
Zaczynamy.
Lista postanowień na wrzesień.
1. Systematycznie wychodzić na spacery.
2. Czytać co najmniej jedną książkę tygodniowo (ostatnio się opuściłam w czytelnictwie).
3. Pić mniej kawy.
4. Popracować nad moim angielskim.
5. Zasiąść wreszcie porządnie do islandzkiego.
6. Zrzucić 3kg.
7. Zrobić porządek w moich i Ani ubraniach.
8. Odświeżyć naszą garderobę.
9. Wrócić do prowadzenia kulinarnego bloga.
10. Mieć w d... dużym poważaniu to co gadają o mnie za plecami.
11. Ograniczyć słodycze.
12. Zacznę odkładać na prezent urodzinowy na moją trzydziestkę (w końcu kto tak dobrze wie o czym marzę, jak nie ja sama).
13. Kupię białą farbę i zmienię wygląd naszego mieszkania.
14. Wrócę do robienia biżuterii.
15. Spróbuję zrobić kanzashi.
16. Zrobić kostkę rosołową z tego przepisu kostka rosołowa
17. Ogarnę się wreszcie z pracą (cokolwiek by to miało być) lub zacznę rozglądać się za inną.
A już jutro opowiem jak zaczynam realizować moje cele i jak przez własną głupotę (podpowiedź: 17 punkt listy) siedzę sobie od wczoraj ze zbitym nadgarstkiem prawej ręki.
A dziś Dni Moso (miasta, w którym pracuję). Każda dzielnica udekorowana w innym kolorze. Ta, w której spędzam weekend jest różowa. :)
