Moja mała księżniczka często mnie zaskakuje, tworząc pytania w mojej głowie. 'Jaka będzie jako nastolatka? Czy będzie miała szczęśliwe i poukładane życie? Jakie wartości okażą się dla niej ważniejsze?' Zastanawia mnie jej przyszłość, wybory, jak rozwinie się jej charakter. Na razie jest upartym brzdącem, a w opinii mojej rodziny, to mała kopia mnie.
Hmm . . . Martwić się czy jednak cieszyć?
Mały rozbójnik potrafi wejść w każdy kąt, najlepiej tam gdzie mama wolałaby jej nie widzieć. Bierze rzeczy, których absolutnie nie powinna dotykać. Na przykład wczoraj rano, kiedy ja jeszcze smacznie spałam ona przejrzała moje lakiery do paznokci, znalazła najbardziej jej odpowiadający i się 'upiększyła'. Z dumą pokazała mi paznokcie, palce, bodziaka i czoło fantazyjnie wymalowane zielonym lakierem z brokatem. Uhhhh W ruch poszedł zmywacz do paznokci i Ania poszła do dagmammy woniejąc acetonem. W zeszłym tygodniu (pewnie chcąc oszczędzić mi rano czasu ;) ) wysmarowała się kremem. Buzia, włosy, ręce, piżama, komoda i kanapa zostały grubo nasmarowane kremem Nivea. Dba o siebie mała księżniczka.



Potrafi też nieźle nabałaganić. Standardem jest wyciąganie ubrań z szafy, strojenie się w moje szaliki, zakładanie moich butów. Rozrzucanie zabawek, rysowanie kredkami po wszystkim, tylko nie po kartce usłużnie podanej przez mamę. Mały kuchcik wyciąga garnki, miski, łyżki i 'gotuje'.

Potrafi jednak po sobie posprzątać. Przynajmniej do pewnego stopnia. Ostatnio z szafki wyciągnęła torebkę preparowanego ryżu, swoją miskę i tak obładowana przyszła do salonu. Sama nasypała sobie ryżu do miski i szczęśliwa jadła. Idylla jednak nie mogła trwać wiecznie, a owsiki gryzły w pupę, więc wybrała się na wycieczkę po mieszkaniu. Oczywiście ryż się rozsypał, a księżniczka zrobiła 'smutnego nietoperka'. Tu Ania wykazała się karnością godną dobrze wyćwiczonego żołnierza. Na moje "Posprzątaj." usiadła na podłodze i zaczęła zbierać ryż. Po jednym ziarenku wrzucała do miseczki. Mój mały kopciuszek.




Niestety nie da rady zająć jej niczym na dłużej. Znudziła się, a może nie podobało jej się, że mama zamiast pomóc, to robi jej zdjęcia. Z pełną premedytacją odwróciła miskę i pozbierany ryż plus ten, który jakimś cudem nie wypadł wcześniej, poleciał na podłogę. Matka musiała iść po szufelkę i zmiotkę i samej posprzątać. Ech, księżniczki od brudnej roboty mają służbę.
PS. Strój do sprzątania skomponowała sama. :D