Miałam napisać coś innego, a zaległe posty też leżą i czekają na opublikowanie, ale po takim czasie w przechowalni muszą być trochę zaktualizowane.
Zaraz napiszę to po co przyszłam, ale najpierw muszę napisać o mojej siłaczce. Tak - moja maleńka córeńka jest prawdziwą siłaczką. Mój laptop stoi na małym niskim stoliku, a co robi moja córcia, kiedy mama chce popisać? Moja córeczka łapie za stolik i go przesuwa. Próba zablokowania zabawy przez mamę poprzez przytrzymanie stolika nic nie daje. A może powinnam powiedzieć, że daje za dużo. Daje nerwy mojej maleńkiej, więcej siły wkładanej w osiągnięcie upragnionego celu, a w końcowej fazie po prostu krzyk. O tak. Ten ostatni jest bardzo skuteczny. Mama puszcza stolik, a dziewczynka z szerokim uśmiechem na twarzy pcha stolik, aż do komody.
Moja kochana, uparta siłaczka. Już teraz wie, że najważniejsze to dążyć do założonego celu i nie przejmować się przeszkodami, tylko je pokonywać.
Kocham Cię moja niezwyciężona.
Ostatnio trafiłam na blog Listy do dziecka.
Z wielkim zainteresowaniem go czytam (jeszcze kilka postów mi zostało), a właśnie natknęłam się na słowa, które do mnie przemówiły. Nie chciałabym ich stracić, więc wklejam je tutaj. Kiedyś pokażę bloga Ani i te słowa.
Mam nadzieję, że Hannah się na mnie nie obrazi.
Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.
Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.
Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.
Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radością.
Ronald Russell
sobota, 25 sierpnia 2012
piątek, 10 sierpnia 2012
Powrót na is
Przerażające jest to jak ja mało piszę, a jak dużo się dzieje. Jesteśmy znowu na Islandii i powoli układamy sobie tutaj życie na nowo.
Zastały nas same zmiany. Pierwsza to przeprowadzka. Mieszkamy teraz w stolicy, ale jak długo jeszcze nie wiem, bo wolałabym znaleźć mieszkanie w Moso. Zwłaszcza, że opiekunkę mamy dwa kroki od mojej pracy i to jest druga zmiana. Ania wczoraj po raz pierwszy została sama z opiekunką na 3 godziny. Płakała kiedy ją zostawiałam i kiedy po nią przyjechałam. W ciągu dnia była grzeczna. Jedyny minus, to nie chciała nic jeść u opiekunki. Jednak Regina mnie uspokajała, że to normalne, że pierwszego dnia dziecko nie chce jedzenia od obcej osoby. Zwłaszcza, że do tej pory była przyzwyczajona, że to ja ją karmiłam. Zobaczymy jak będzie dzisiaj. Zawiozłam ją na 6 godzin. Od poniedziałku będzie już chodziła na pełne 8h, bo ja wracam do pracy. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Boję się. Wiem, że nic jej nie grozi, ale jakoś nie potrafię się z nią rozstawać. A mówiłam sobie, że nie będę nadopiekuńczą mamuśką.
Podobno powinnam ten czas wykorzystać produktywnie dla siebie, ale jakoś mi to nie wychodzi. Cały czas myślę, co Ania robi i czy nie płacze. A może nadal nie chce jeść? Kwoka ze mnie i tyle. Bardzo się tego właśnie bałam, że córka będzie uwiązana mojej spódnicy i chciałam robić wszystko, żeby tak nie było, a wygląda na to, że jednak tak się stało. Będziemy musiały nad tym popracować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)