Realizację moich postanowień zaczęłam od odświeżenia naszej garderoby.
W sobotę wybrałyśmy się na zakupy. Całkiem udane. Staram się przełamać moje uwielbienie do ubierania się na czarno. Gdyby ktoś otworzył moją szafę, to na czarnym, lekko szarym tle zauważyłby jedynie kilka kolorowych plam. Nie wiem jak to się dzieje, że kiedy idę na zakupy, to w oko wpadają mi jedynie bezpieczne kolory. Tak było i teraz, kiedy wypatrzyłam fajny płaszcz jesienny. Oczywiście szary. Jedno spojrzenie sprzedawczyni na mnie i już pokazywała mi fioletowy. Zmierzyłam i się zakochałam. Tradycji stało się zadość i moja nowa torebka jest brązowa. :)
Ania dostała dzianinową narzutę z wysokim kołnierzem i różową sukienkę - będzie idealna na drugie urodziny.
Początek realizacji moich postanowień uważam za oficjalnie otwarty.
Skoro było miło, to czas przejść do mniej przyjemnych zdarzeń.
W piątek miałam wypadek w pracy. Poślizgnęłam się na mokrej podłodze i przy upadaniu oparłam się prawą ręką. Cała siła uderzenia skupiła się na feralnym nadgarstku. Szybko spuchł i mimo przykładania przez prawie 4h lodu nie wyglądało to najlepiej. Jest już w miarę nieźle, ale nadal nie mogę podnosić cięższych rzeczy typu kubek z kawą.
Oprócz ogólnej wścieklizny, że boli i nie mogę za dużo tą ręką zrobić, najbardziej denerwuje mnie, że jutro w pracy nie będę mogła normalnie działać. Oczywiście lewą rękę też sporo zrobię, ale nie tak jak bym chciała i nie tyle.
Tutaj właśnie wkracza mój głupi charakter. Typu "jak to ja tego nie zrobię? oczywiście, że dam radę." Jest jakieś lekarstwo na moją głupotę? Staram się robić wszystko najlepiej jak potrafię i jak najszybciej. Kiedy nie jest to możliwe - drażni mnie to po prostu.
A jak doszło do wypadku? Szłam szybko - jak zwykle. Podłoga była mokra. Buty są śliskie. Połączenie trzech elementów i bolesny upadek gotowy.
Na koniec zagadka. Co bardziej ucierpiało? Moja duma czy ręka?
PS. Postaram się jutro zrobić zdjęcie w nowym płaszczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz