- Mama duka
- Mama mini
- Mama nini
- Mama kitty
Repertuar podstawowych zwrotów mojej córki. A na końcu każdego zdania powinien być wykrzyknik, bo ona to wypowiada w formie rozkazów. Dyktatorka mała. A ja ją dziewięć miesięcy nosiłam, własną piersią karmiłam! A ona teraz mi rozkazuje.
Nie łamię się jednak i poddaję ją eksperymentowi. Od około roku obserwuję i sporządzam notatki jej prób wymuszania. Teraz odwrócimy rolę. Zobaczymy co ona zrobi, kiedy to ja zastosuję jej metodę.
Płacz, krzyk to już oklepane. Level max, to położyć się na podłodze, najlepiej parkingu, super jak jest śnieg, a sceny dopełnia publiczność złożona z przypadkowych przechodniów. Płacz, krzyk, nogi i ręce wykonują bliżej nieskoordynowane ruchy. Dramat w pełni. Krótka przerwa na ocenę mojej reakcji i dalej niestrudzenie jedziemy. Uch. Aktorka dramatyczna mi rośnie. Rozwiązanie? Standard to zostawić i dać się wykrzyczeć, to zawsze szybciej przechodzi, ale taka akcja w plenerze, na niezbyt ciepłym podłożu może grozić chorobą. Delikwentka podniesiona, prowadzona za rękę. Ona niezbyt zachwycona, ja też nie do końca, ale ja urozmaicam sobie czas rozmową z miłą kobietką z Syrii, która swojego malucha niesie na rękach. Pewnie, żeby nie spróbował wymuszać metodą mojej księżniczki. ;)
Czas na odbicie piłeczki.
- Mama duka! - huk, że lalka leży 20cm od niej, ja muszę podać.
- Mama mjolk! - ok, nie odmówię przecież dziecku mleka. Pokazuję jej z kuchni kubek "Nei!", drugi "Nei!", czekoladowe mleko w kartoniku "Nei!". Dyktatorka pije tylko w jednej ulubione butli i nie chce w niczym innym.
Mała będziesz cały czas na 'nej'? Zobaczymy. Kładę się na podłogę, płaczę, pokrzykuję - repertuar podpatrzony u mistrzyni. Och o! Idzie. Czyli ma serce dla starej matki. Może przytuli, pogłaszcze, pocałuje? Taa, napewno! Serca nie ma ten elf rogaty! Wskakuje mi na plecy, ciągnie za włosy (lejce sobie znalazła) i ze śmiechem pokrzykuje "patataj, patataj"
Na starość się szklanki wody nie doczekam. Takie już życie kobiety.
- Meira mjolk.
Już wydudniła butlę i chce więcej. Idę dolać jej zanim coś zbroi.
Wszystkim nam kobietom (tej mojej małej w szczególności) życzę męża/partnera/babci/cioci czy innej dobrej duszy, która czasem gdzieś daleko zabierze małego diabła, a zwróci anioła. A no tak, to było do matek. Normalnym kobietom życzę szczęścia. Bo jak mamy szczęście to i dziecko nie choruje i nie trafiamy na głupiego szefa i w totka wygrywamy i jeszcze się jakiś przystojniak po drodze trafi.

Źródło Piterest